17 stycznia 2010

weekend na końcu świata...

Niedaleko granicy z Białorusią, w Puszczy Białowieskiej stoi domek. W domku wszystko, co trzeba: piec, łóżko, stół...
W ciągu dnia jeździliśmy na nartach biegowych hałasując i płosząc wszelką zwierzynę, wieczorem grzaliśmy się przy piecu i winie grając w scrabble...
Brak zasięgu więc nikt do nas nie dzwonił.
Na pewno tam wrócimy...

2 komentarze:

Bardos pisze...

wow :o)

aga pisze...

na końcu ?
no w końcu z gosią wszystko jest możliwe