16 grudnia 2008

był sobie rower...


...ktoś pożyczył i chyba nie odda...:-(((

bardzo go lubiłam...był ze mną w Kazimierzu nad Wisłą...

moze z nowym właścicielem zwiedzi więcej ciekawych miejsc...

4 komentarze:

Anonimowy pisze...

Nigdy nie zapomnę tych chwil, kiedy spięci nową sytuacją i rowerowymi zapięciami, grzaliśmy się przytuleni, koło w koło, rama w ramę, w cieple kaloryfera na półpiętrze kamienicy na Smolnej, a potem gnaliśmy przez Warszawę niesieni wspólnym śpiewem naszych kierowców...

Będzie mi Ciebie brakować...

Czerwony GT
(rower Kuby)

Unknown pisze...

Zdarza się raz na jakiś czas taki rower jak Lassie. Mój taki jest. Ulotnił się kiedyś z korytarza na ulicy Złotej a odnalazł się 2 tygodnie później prowadzony przez policjanta w cywilu dwie ulice dalej.

Anonimowy pisze...

hehe...pewnie skusiła go jakaś inna niewiasta...jak kocha to wróci ;)

Małgosia pisze...

hmmm...a mi się przypomina piosenka Stinga..." if you love somebody...set them free"

to był już trzeci rower, który ukradziono mi w Warszawie...mam nadzieję, że będzie dobrze traktowany przez nowego właściciela...nie można być małostkowym...może w końcu przyszedł czas na czerwoną Vespę...:-)